Przejdź do treści

Studer wygrywa w Pekinie po czterech latach w Chinach

Triathlonisci wbiegajacy do wody na starcie zawodow

Szwajcar, dla którego pływanie zawsze było najsłabszym ogniwem, od prawie czterech lat trenuje w Chinach. W deszczowym Pekinie wygrał dziewięcioma sekundami, a najszybszą dziesiątkę dnia przebiegł w 30:00 równo.

Pekin po piętnastu latach przerwy

Puchar Świata wrócił do Pekinu 17 października 2026, po raz pierwszy od piętnastu lat, na nową trasę nad jeziorem Yanqi na północ od miasta. Max Studer wygrał z czasem 1:48:22. Drugi był Chińczyk Xirui Zhang (1:48:31), trzeci Hiszpan Alberto González García (1:48:39).

Dla Zhanga to pierwsze podium Pucharu Świata w karierze, a zarazem pierwsze w historii chińskiego triathlonu mężczyzn. Wśród kobiet wygrała natomiast Xinyu Lin (2:00:33) przed Węgierką Mártą Kropkó (2:00:38) i Brytyjką Kate Waugh (2:01:28). Chińska scena, do niedawna niewidoczna w wynikach, ma więc nagle dwa mocne argumenty.

To już drugie chińskie zwycięstwo Studera w tym sezonie. Pod koniec sierpnia wygrał WTCS Weihai, broniąc tytułu z 2025 roku. Wcześniej w sezonie triumfował w Pucharze Świata w Miyazaki, a w ostatnim półtora roku dołożył do tego IRONMAN 70.3 Shanghai.

Dlaczego Szwajcar mieszka w Chinach

Prawie cztery lata temu Studer pojechał za swoim trenerem. Brett Sutton zaczął wtedy pracować z chińską kadrą narodową, a Studer przeniósł się razem z nim, choć Chiny nie miały wówczas żadnego dorobku w triathlonie międzynarodowym. Wyjechała z nim też jego partnerka, długodystansowa triathlonistka Alanis Siffert.

Powód był prosty: chciał trenować z Suttonem i z mocną grupą tyle, ile się da. Dziś sezon wygląda tak, że początek i koniec roku spędza w Chinach, a europejskie lato w Szwajcarii.

Pływanie było przy tym jego najsłabszą dyscypliną od zawsze. „Pływanie zawsze było jedną z moich słabszych dyscyplin", mówi Studer i dodaje, że codzienna woda z mocnymi chińskimi pływakami ruszyła to, czego lata startów w Europie nie ruszyły.

Sezon z przeszkodami

Forma nie przyszła gładko. Pod koniec 2025 roku Studer walczył z kolanem i zrobił dłuższą przerwę w grudniu. Pierwszy start sezonu, Puchar Świata w Haikou w marcu, skończył się dziewiętnastym miejscem i poczuciem, że coś jest nie tak.

Chwilę później złapał infekcję wirusową i spędził prawie tydzień w łóżku z gorączką, co wymusiło kolejną przerwę. Odbudowywał się w Szwajcarii, startując w mistrzostwach kraju na 5 km oraz w długodystansowym triathlonie Alpe d'Huez.

Na finał serii WTCS w Pontevedrze nie pojechał, ale nie dlatego, że nie mógł. On i Sutton uznali, że zdrowie i ciągłość treningu są w tym momencie ważniejsze niż podróż do Europy. Decyzja wygląda dziś nieźle, skoro potem przyszły Weihai i Pekin.

Co dalej

W planach ma Puchar Świata w Tongyeong, dwa tygodnie później Hongkong, a tydzień po nim przełożone WTCS Abu Dhabi. Dalej jest Los Angeles 2028, bo z igrzyskami ma, jak sam mówi, niedokończone sprawy. W Tokio był dziewiąty i nazywa to świetnym doświadczeniem, w Paryżu czterdziesty i mówi o dużym rozczarowaniu. O tym, z kim mierzył się w Pekinie, pisaliśmy w zapowiedzi zawodów.

Dla amatora z Polski zostaje z tego jedna rzecz. Najsłabsza dyscyplina nie naprawi się od kilometrów w tych, które już umiesz, ani od dwutygodniowego zgrupowania raz w roku. Studer zmienił kontynent, żeby mieć ją codziennie przed oczami.