Pixel Watch 5: najdokładniejszy GPS, ale nie w wodzie

Google twierdzi, że zrobił najdokładniejszy ślad GPS na rynku. dokładniejszy niż Garmin Fenix 8 Pro i Apple Watch Ultra 3. Ray Maker z DC Rainmaker poleciał sprawdzić to do Nowego Jorku, czyli w miejsce, gdzie każdy zegarek GPS wykłada się na kanionach z betonu i szkła. Wnioski są mocne. Zanim jednak sięgniesz po portfel, sprawdź, czego ta poprawka nie obejmuje.
Poprawka dzieje się po treningu, nie w trakcie
To jest zatem klucz do zrozumienia całej sprawy. Pixel Watch 5 nie liczy pozycji lepiej w czasie rzeczywistym. On poprawia gotowy plik po zakończeniu aktywności, w chmurze. Google używa do tego trzech rzeczy:
Modele 3D budynków. Google ma zmapowany w trójwymiarze cały świat i zna wysokość praktycznie każdego budynku, mostu i grzbietu górskiego. Wiedząc, co stoi obok Ciebie, algorytm potrafi ustalić, których satelitów zegarek fizycznie nie mógł widzieć. A więc które sygnały to odbicia od szkła i metalu. Te odbicia (błędy wielodrogowe) to główny sprawca „biegania przez budynki" na mapie. Google odrzuca podejrzane sygnały i przelicza plik od nowa.
Korekta pogodowa DGNSS. Stacje referencyjne podają realne warunki atmosferyczne w Twojej lokalizacji, a Google nanosi poprawkę na plik. Deszcz, gruba pokrywa chmur i burza psują odbiór.
Fuzja sygnałów w chmurze. Zegarki od lat łączą GPS z akcelerometrem i żyroskopem. Google robi to jeszcze raz, w chmurze, mając już modele 3D i korektę pogodową.
Ważne, czego tu nie ma: to nie jest przyciąganie śladu do drogi. Maker specjalnie próbował oszukać algorytm. Przeszedł pod mostem, zawrócił po 25 metrach, przeciął ulicę i wrócił w górę. Google odwzorował to co do metra. Apple uznał, że nikt tak nie robi, i wyprostował ślad. Przy pętli narysowanej na środku zamkniętej ulicy było tak samo. Google trafił w kółko, Apple przerzucił go natomiast na chodnik.
Jak to wypadło w praktyce
W terenie Google wygrywał zdecydowaną większość odcinków. Na skrętach, gdzie Fenix 8 Pro lądował po złej stronie ulicy, Pixel siedział na właściwym chodniku. W okolicach Times Square Garmin trzymał się głównie środka jezdni, Apple wchodził w budynki, Google był po właściwej stronie.
Nie jest to jednak zamiatanie stołu. Zdarzały się odcinki, gdzie Google wrzucał go w ścianę budynku, a Apple prowadził poprawnie chodnikiem. Sam Maker to podkreśla. Algorytm nie jest bezbłędny, tylko wyraźnie lepszy niż konkurencja.
Na rowerze różnice były dużo mniejsze. Przy 30 km/h zegarek ma większą pewność kierunku, więc surowy ślad i tak wychodzi przyzwoity. Pod estakadą, bez skrawka nieba nad głową, wszystkie trzy urządzenia poradziły sobie podobnie. Na moście tylko Apple trafił we właściwy pas, ponieważ Pixel umieścił Makera na torach kolejowych.
Deklarację o dwukrotnie dokładniejszym mapowaniu trasy w trudnym terenie Google opiera na porównaniu z plecakami referencyjnymi o dokładności centymetrowej. To te same plecaki, których używają Garmin i Apple. Liczą średnią odległość każdego punktu śladu od prawdy terenowej. Maker zaznacza przy tym rozsądnie, że ta krotność mocno zależy od miejsca. W Nowym Jorku wyjdzie więcej, na płaskim Mazowszu pewnie znacznie mniej.
Haczyk: pływanie w wodzie otwartej jest poza systemem
I tu wchodzimy w rzecz, której nie znajdziesz w materiałach prasowych. Post-processing Google działa dla chodu, biegu, wędrówek i jazdy na rowerze. Nie obejmuje natomiast pozostałych trybów, w tym pływania w wodzie otwartej.
Czyli dokładnie tej dyscypliny, w której ślad GPS jest najbardziej rozjechany, bo zegarek co kilka sekund znika pod wodą i łapie pozycję tylko wtedy, gdy nadgarstek wychodzi nad powierzchnię. Jeśli irytuje Cię, że po 1900 m w jeziorze zegarek pokazuje 2140 m i trasę w kształcie pijanej gąsienicy, to Pixel Watch 5 tego nie naprawi.
Dla triathlonisty zmienia to proporcje. Poprawa dotyczy dwóch trzecich wyścigu, ale najsłabszy technicznie segment zostaje bez zmian.
Ceny i co jeszcze doszło
W Polsce przedsprzedaż ruszyła 12 sierpnia, a regularna sprzedaż ruszyła 20 sierpnia, w Google Store, Media Expert, T-Mobile i Play. Wersja 41 mm kosztuje 1799 zł, wersja 45 mm 1949 zł.
W USA to pierwsza podwyżka w historii serii: 399 USD (41 mm Wi-Fi), 479 USD (41 mm LTE), 449 USD (45 mm Wi-Fi) i 529 USD (45 mm LTE). To 50 dolarów więcej niż rok temu na modelach bez LTE i 30 dolarów na LTE.
Specyfikacja: AMOLED o jasności 3000 nitów, panel LTPO Actua 360 o przekątnej 1,2 lub 1,4 cala z odświeżaniem 1–60 Hz, Wear OS 7. Procesor szybszy o 12%, pamięci RAM o 60% więcej, deklarowane 20% szybsze działanie systemu.
Z rzeczy treningowych doszedł kreator treningów w aplikacji, liczenie serii i ciężarów, komunikaty głosowe i licznik przerw między seriami. Google deklaruje też 15% dokładniejszą analizę snu i dorzuca inteligentny budzik oraz nowy wskaźnik jakości oddychania w nocy.
Osobny worek to „Health Guardian", czyli parasol na funkcje zdrowotne. Mieszczą się w nim wykrywanie długotrwałego spadku saturacji, raport trendów ciśnienia krwi i raport insulinooporności, oba zapowiadane na jesień. Żadna z nich nie wymaga abonamentu, ale też żadna nie ma certyfikacji medycznej. Maker jest wobec tych dwóch ostatnich otwarcie sceptyczny i porównuje podejście Google do tego, co robi Whoop: przesuwanie granicy tego, co jeszcze nie jest urządzeniem medycznym, bez zaplecza w postaci certyfikacji.
Ile wytrzyma na baterii
To pytanie decyduje o wszystkim przy długim dystansie. Google podaje do 30 godzin pracy dla wersji 41 mm i do 40 godzin dla 45 mm w normalnym użyciu.
Z włączonym GPS jest to natomiast 8 do 10 godzin. Na 70.3 to zapas z nawiązką, na pełnym dystansie zapas już żaden. Amator kończący IRONMANA w 12 albo 13 godzin po prostu nie dowiezie na nim zapisu do mety.
Czy dostaną to starsze modele?
Prawdopodobnie tak, choć Google oficjalnie tego nie potwierdza. Firma powtarza swoją stałą formułkę o „staraniu się, by nowe funkcje trafiały na wcześniejsze urządzenia". Technicznie nic nie stoi na przeszkodzie, ponieważ Pixel Watch 4 ma multi-band GNSS. Różnice w antenie między generacjami są zaś kosmetyczne.
Skala skoku jest podobna do tego, co Garmin zrobił, wprowadzając multi-band GNSS w Fenixie 7. Konkurencji zajęło wtedy lata, żeby się zbliżyć. Tamten skok działał jednak na starcie, w każdym trybie i bez chmury. Ten dzieje się natomiast po fakcie i omija wodę.

