Oddał dętkę w Hamburgu, dostał start na MŚ w Nicei

W Hamburgu Rob Sears nie ukończył swojego pierwszego IRONMAN-a. Oddał za to ostatnią dętkę obcemu zawodnikowi, który dzięki niej dojechał do mety. Kilka tygodni później IRONMAN zaproponował mu start na mistrzostwach świata 70.3 w Nicei. „Bycie miłym zaprowadziło mnie do Nicei", śmieje się Brytyjczyk.
Pięć procent wzroku
Sears urodził się z choroideremią, genetyczną chorobą oczu, która od 45 lat stopniowo odbiera mu wzrok. Dziś zostało mu niewiele ponad pięć procent pola widzenia. Widzi tylko to, co ma dokładnie na wprost. „To jak patrzenie przez małe słomki", opisuje.
Triathlon zaczął w 2011 roku, gdy skończył 30 lat. Rok wcześniej kibicował kuzynowi w Londynie i wrócił z postanowieniem, że spróbuje sam. Start trafił na listę trzydziestu nowych rzeczy na trzydzieste urodziny. „Było okropnie. Ale zakochałem się w tym", wspomina.
Ostatni start w pojedynkę
Przez sześć lat ścigał się sam. Jego metoda na pływanie była prosta: trzymać się stóp zawodnika z przodu i liczyć, że ten wie, dokąd płynie. W 2017 roku, na IRONMAN 70.3 Weymouth, przestała działać.
Woda była wzburzona, a na rowerze inni mijali go tak szybko i tak blisko, że nie nadążał z reakcją. „Wiedziałem wtedy, że to nie jest bezpieczne ani dla mnie, ani dla innych", mówi. Cały bieg wzdłuż nabrzeża przepłakał. Uznał, że to jego ostatni wyścig, i na kilka lat zakończył karierę.
Powrót z przewodnikiem
Wrócił w 2020 roku, gdy pandemia zamknęła wszystko, co lubił. Tym razem z przewodnikiem: w wodzie i na biegu jest z nim połączony linką, na rowerze jadą tandemem. Pierwszym partnerem był kolega Andy, a gdy ten musiał się wycofać z powodów rodzinnych, Sears napisał ogłoszenie na lokalnej grupie triathlonowej na Facebooku.
Zgłosiło się kilka osób, ale od początku faworytem był Ant Munson. Sears był pogodzony z tym, że z przewodnikiem pojedzie najwyżej dystans olimpijski. Munson, który miał już za sobą starty na pełnym dystansie, rozwiał te obawy jednym zdaniem: jeśli chcesz zrobić IRONMAN-a, jestem gotów.
Schody, OIOM i zapis, którego nie oddał
W lipcu 2025 roku zapisali się razem na IRONMAN Hamburg w czerwcu 2026. Wystartować miała też żona Searsa, Loren. Chwilę później Sears potknął się o psa i spadł ze schodów.
Skończyło się dwoma tygodniami na oddziale intensywnej terapii: pęknięta miednica, złamania kręgosłupa, zerwane ścięgno w barku i krwawienie do mózgu. Rodzina i znajomi namawiali go, żeby przełożył start co najmniej na 2027 rok. Odmówił. „Zatrzymam zapis, bo potrzebuję czegoś, co przeprowadzi mnie przez rehabilitację", powiedział.
Dętka w Hamburgu
Rok później stanął na starcie. Wyścig szedł dobrze, dopóki nie złapali gumy. Sears wyjął nową dętkę, ale przejeżdżający mechanik spojrzał na koło i powiedział krótko: „Chłopaki, to koniec wyścigu". Uszkodzenie było poważniejsze, niż mogła naprawić dętka.
Chwilę później drogą szedł inny zawodnik z rowerem na ramieniu. Miał przebitą oponę i żadnej zapasowej dętki. Sears oddał mu swoją, bo jemu i tak już się nie przydała. Nieznajomy napompował koło i pojechał dalej. Kilka dni później napisał do Munsona, że dojechał do mety.
Pocieszeniem tamtego dnia była też Loren, która ukończyła swojego pierwszego IRONMAN-a.
Zaproszenie, którego nikt nie planował
Historia dotarła do organizatora: niedowidzący zawodnik, wypadek sprzed roku i dobry uczynek na trasie w Hamburgu. IRONMAN zaproponował mu miejsce na starcie mistrzostw świata 70.3. Sears przyznaje, że Nicea wcześniej w ogóle nie była w jego planach.
W niedzielę stanie na linii razem z Munsonem, w tym samym dniu, w którym o tytuł powalczą Geens, Blummenfelt i Wilde. Wynik jest w jego przypadku sprawą drugorzędną. Do Nicei doprowadziła go dętka oddana obcemu człowiekowi.

